Niemcom nie spieszy się do płacenia za swoje zbrodnie II wojny światowej. Czekają, aż umrze ostatni z więźniów, który przeżył obóz zagłady. Dopiero wtedy zapłacą? Niemcy zapewniały, że wypłacą zadośćuczynienie Polakom, którzy byli więźniami obozów koncentracyjnych. Jednak sprawa wydaje się być bardziej zagmatwana. Kanclerz Niemiec Merz czeka, aż umrze ostatnia ofiara zbrodni niemieckiej?
Mówimy o liczbie około 50 000 osób, które były ofiarami barbarzyństwa niemieckiego. Friedrich Metz zapewniał w roku 2025, że Niemcy są „świadome swojej historycznej odpowiedzialności” wobec Polski.
Wypowiedziała się także ekipa Donalda Tuska, która przypomniała Niemcom, że byłaby w stanie zgodzić się na kwotę 10 000 zł rocznie dla każdej poszkodowanej osoby. Niemcy jednak nie chcą przystać na tę propozycję.
A Niemcy czekają…
„Z każdym miesiącem, który niemiecki rząd przeciąga, liczba beneficjentów zmniejsza się o jeden tysiąc” – powiedział dziennikarz Broessler z Sueddeutsche Zeitung.
Niemiecki budżet musiałby wyasygnować na świadczenia nawet 300 mln euro. Jeśli mówimy o wypłatach rozcznych, budżet musiałby wyasygnować „jedynie” 100 mln, a w kolejnych latach kwota systematycznie by się zmniejszała. Jak dotąd w rządzie niemieckim nie ma porozumienia, nawet co do tej małej kwoty. Ministerstwo finansów Niemiec nie chce publicznie odnieść się do tej kwestii. Nawet szef ministerstwa Klingbeil odrzuca zarzuty w związku z blokadą środków finansowych. Tutaj czas gra na korzyść Niemców, którzy zamierzają poczekać, aż ostatni więzień niemieckich obozów koncentracyjnych z Polski po prostu umrze, żeby nie płacić zbyt wiele.